Dalmacja - śladami Roberta Makłowicza

Dalmacja – śladami Roberta Makłowicza

Robert Makłowicz, zachwycony spokojem, kuchnią i stylem życia, w 2009 roku kupił dom w Dalmacji. Po naszym wyjeździe doskonale rozumiemy dlaczego.

Z jednej strony góry i serpentyny prowadzące przez kamienne wioski, z drugiej błękit Adriatyku, który pojawia się za kolejnymi zakrętami. Po drodze mijamy winnice, gaje oliwne i pola lawendy, z której wyspa słynie od pokoleń. To właśnie z perspektywy roweru najlepiej widać, jak bardzo krajobraz, natura i codzienne życie mieszkańców są tutaj ze sobą połączone.

Szczególnie zapamiętaliśmy starą drogę prowadzącą do miasta Hvar — wąską, krętą i niezwykle widokową. To jedna z tych dróg, na których przestajesz patrzeć na średnią prędkość, bo za każdym kolejnym zakrętem pojawia się powód, żeby choć na chwilę zwolnić.

Z drogami wyspy związane jest też powiedzenie: „Obyś zginął na drogach Hvaru”. Nawiązuje ono do dawnych, wąskich i krętych dróg wyspy, wykutych w skalistym terenie, które przez lata uchodziły za wyjątkowo wymagające i niebezpieczne. Brzmi groźnie, ale my postanowiliśmy je zdecydowanie odczarować. Zamiast stresu znaleźliśmy tu jedne z najpiękniejszych rowerowych kilometrów naszej chorwackiej przygody.

Ale Dalmacji nie da się poznać wyłącznie przez widoki. Trzeba jej również spróbować.

Podczas jednej z wypraw dotarliśmy do Konoby Vrisnik — miejsca związanego z Robertem Makłowiczem. To właśnie tutaj mogliśmy spróbować sałatki z ośmiornicy przygotowywanej według jego przepisu. Do tego świeże ryby, oliwa, lokalne wino.

I właśnie takie miejsca lubimy najbardziej. Nie są tylko przerwą w trasie. Są częścią podróży.

Hvar ma przy tym wszystko, czego potrzebuje entuzjasta roweru: krótkie i konkretne podjazdy, serpentyny, niewielkie drogi przecinające wnętrze wyspy i odcinki poprowadzone wysoko nad Adriatykiem.

Dalmacja przypomniała nam, dlaczego lubimy odkrywać świat właśnie na dwóch kołach. Rower pozwala zobaczyć więcej, ale jednocześnie daje możliwość zatrzymania się tam, gdzie samochodem prawdopodobnie przejechalibyśmy bez zastanowienia.

A powiedzenie „obyś zginął na drogach Hvaru”?

My zdecydowanie wolimy:

Obyś się w drogach Hvaru… zakochał.

​​




0.0 0 Recenzje
Dodaj recenzję
Ocena
Wgraj zdjęcia
Anuluj